Drodzy przyjaciele!

Jeśli przekazuję wam jakieś rady albo jakieś zalecenia, to zawsze się staram aby było w tym jak najmniej "mnie". Kiedy szaman przekazuje jakąś informację, która może być pożyteczna dla jednostki, albo plemienia, to w takiej sytuacji on jest zawsze tylko pośrednikiem. Zatem nie gram tam żadną rolę jego ego, potrafi go doskonale wyeliminować i następnie pozwoli przepływać przez siebie informacji jakby był "pustą rurką", która łączy materialny świat w którym żyjemy ze światami niekiedy dużo bardziej materialnymi. W trakcie poprzednich kilku lat zostałem przez "wyższe światy" dużo razy poproszony, żebym zrobił wszystko w celu wznowienia świętych gajów i menhirów, najlepiej na terenie całej Europy. Jest to oczywiście trudne zadanie i swoją rolę w jego urzeczywistnieniu widzę przede wszystkim w samym udostępnieniu tej ważnej informacji. Nawet jeśli ludzie, których filozofią życiową jest prymitywny wulgarny materializm będą temu w przeróżne sposoby zaprzeczać, to faktem pozostaje, że wyższe światy istnieją i oddziałują na nas. Od wczesnego dzieciństwa jestem w kontakcie z istotami z innych dymensji. Duża ilość z pośród tych istot także była kiedyś ludźmi. Możemy te istoty określać jako anioły, dobre duchy, mieszkańców paralelnych systemów fizykalnych - nasze obecne słowa moim zdaniem nie potrafią w obecnym czasie dokładnie określić formę istnienia tych istot. Te istoty są jednak jak najbardziej rzeczywiste - przynajmniej dla tych osób, które dzięki pewnym zdolnościom potrafią przeniknąć przez pewną barierę, która oddziela świat naszego istnienia i tą przestrzeń, w której żyją te świadome istnienia. Każdy kto przeżyje kliniczną śmierć i powróci z pełną świadomością tego, co przeżył "po tamtej stronie", opisuje spotkanie z dla nas nieznanymi formami inteligencji i świadomości. Także ja we wczesnym dzieciństwie po kolapsie fizjologicznym absolwowałem to bardzo ciekawe doświadczenie. Ważne dla mnie było, że zdolność opuścić fizyczne ciało i możliwość komunikacji z istotami żyjącymi poza sferą fizyczną jakoś wemie pozostała. To wpłynęło na całe moje życie.

Po dziś dzień komunikuję z istotami ze sfery poza-fizycznej. Za te długie lata, w trakcie których przeprowadzam opuszczanie ciała fizycznego, stwierdziłem, że sfer poza fizycznych istnieje duża ilość. Nie wierzę w istnienie śmierci - wiem, że nic takiego nie istnieje. Mogę skontaktować się z każdym, kto fizycznie umarł. Każdy będzie istniał w postaci ciała fizycznego jako "duch" - czyli całkowicie świadome istnienie energetyczne. To dla mnie nie jest w żaden sposób kwestia jakiejś wiary, jest to czyste poznanie pozyskane w następstwie moich rzeczywistych przeżyć. Każdy z nas po śmierci fizycznej istnieje w tej przestrzeni energetycznej, którą wytworzymy wokół siebie i do której sami siebie umieścimy na podstawie zawartości naszej świadomości. Świadomość jest w przestrzeni energetycznej tym samym, czym jest w naszym świecie materia. W przestrzeni energetycznej panują całkowicie inne prawa fizyczne, niż w naszej trójwymiarowej czasoprzestrzeni. Pomimo tego jest to całkowicie rzeczywisty świat, który w pewnym sensie oddziałuje na was w bardziej rzeczywisty sposób aniżeli przestrzeń fizyczna, w której się znajdujemy kiedy żyjemy swoje materialne życia. Kosmos jest pełen niewiarygodnych tajemnic i naprawdę tylko bardzo komiczny głupiec może twierdzić, że wiemy o jego strukturze i funkcjach już wszystko. W rzeczywistości na razie nie wiemy o istnieniu praktycznie nic. Nasza nauka znajduje się dopiero na samym początku swego rozwoju. Nasza spirytualizm jest deformowana przez różnego rodzaju kościoły i z tego powodu jest bardzo rozproszona. Większość ludzi przywykła do powtarzania duchowej i naukowej "nieomylnej prawdy" odnośnie podstawy istnienia i nie dysponuje osobistym doświadczeniem z pozamaterialną egzystencją. Nigdy nie usiłowałem przeniknąć do poza-materialnej sfery - moje pierwsze opuszczenie fizycznego ciała było dokonane w zasadzie "wbrew mej woli". Jednak nie mogę się pozbyć swej zdolności wędrować po poza-fizycznych światach i komunikować z ich obywatelami, tak samo jak i inni ludzie nie potrafią się pozbyć innych dyspozycji albo specyficznych talentów, w które wyposażył je kosmos we swej, dla nas, tylko trudno zrozumiałej "szczodrości". Wszystko ma zapewne swój cel i skoro pewne osoby we społeczeństwie ludzkim dysponują takimi zdolnościami - i takie osoby występują w każdej epoce i w każdej kulturze - to jest ich obowiązkiem, być pożytecznymi dla społeczeństwa, w którym żyją.

Zatem staram się pośredniczyć w tym pożytecznym kontakcie pomiędzy materią i energetycznym poziomem świadomości. Niektóre związki z pozamaterialnej dymensji mogą być bardzo prywatne. Przykładowo mogę tutaj podać sytuację, w trakcie której duch ojca jednego mojego znajomego kilkakrotnie mnie żądał, abym zamiast niego dał jego synowi "porządny policzek za to, że jeszcze nie skończył te studia doktoranckie". Inne wiadomości mogą być przeznaczone dla tysięcy ludzi, mogą być adresowane dla całych społeczeństw albo dla mieszkańców konkretnych terenów. Tak jak każdy z nas jest uważnie obserwowany i chroniony często przez całą grupę swoich "duchów stróży", to w jednakowy sposób jest także każde terytorium jako całość obserwowany w taki sam sposób. Każdy kraj jest z góry obserwowany "elitarną jednostką" swych aniołów. Te istoty są częstokroć ludźmi, którzy w różnych historycznych epokach żyli na danym terytorium i mają względem niego niebywale ciepłe sympatie. Nie muszą to być zawsze szeroko znane osobistości historyczne związane z tym terytorium - logika sfery niematerialnej jest inna, aniżeli byśmy się częstokroć spodziewali. Dusza, która została wcielona w jakąś znaną osobistość historyczną i zagrała w jej ciele przedstawienie w teatrze dziejów, może w późniejszym okresie chcieć rozwijać samą siebie w całkowicie inny sposób, i na tereny, na których działała w trakcie ludzkiego życia już nie musi chcieć powracać. Stwierdziłem, że w celu uzyskania funkcji "anioła stróża" strzegącego pewnego konkretnego terytorium, jest konieczne pozyskanie wobec Ziemi mocnego przywiązania emocjonalnego, wytworzonego pomiędzy duszą i tym właśnie terytorium. Człowiek, który w trakcie swego życia często przywiązywał się emocjonalnie do pewnej krainy - jak na przykład poeta, rolnik, leśniczy - wytwarza liczne powiązania energetyczne, które łączą jego ośrodki energetyczne z tą krainą.

Ośrodki energetyczne zostają nietknięte po śmierci fizycznej i nadal funkcjonują. Między życiami fizycznymi znajdujemy się w przestrzeni energetycznej i w niektórych wypadkach może trwać nawet setki lat, zanim ponownie przejdziemy procesem inkarnacji. W tym stanie możemy pełnić mnóstwo funkcji i delikatnych zadań roboczych. Niektórzy z nas zdecydują się w związku ze swoimi skłonnościami, pełnić rolę "strażników terytorium". Oprócz tego istnieją także istoty, które schodzą w atmosferę planety Ziemi z całkowicie odmiennych dymensji kosmicznych i mieszają się z duszami ludzi. Również te istoty niekiedy odgrywają dzięki swym cechom rolę strażników terytorium. Każde terytorium na Ziemi ma swych strażników, którzy tak jakby zarządzają tym właśnie terytorium. Pamiętam jak na przykład przed wielu laty, po raz pierwszy przyleciałem do Japonii. Pierwszej nocy przeżyłem niepowtarzalne spotkanie od razu z kilkoma bardzo mocnymi istotami, którzy przedstawili mi się jako strażnicy wysp japońskich. Ciekawe było, że niektóre z tych istot przedstawiły mi się imionami, które zapamiętałem i później zapisałem. Nigdy wcześniej nie studiowałem japońską historię albo literaturę i nie znałem te imiona. Jednak w trakcie następnych miesięcy za pośrednictwem swoich przyjaciół na uniwersytecie w Kyoto, gdzie w tym czasie prowadziłem wykłady, w zadziwiający sposób zidentyfikowałem kilka z pośród tych imion. "Strażnicy wysp japońskich" przedstawili się imionami, które należały do kiedyś rzeczywiście żyjących mnichów zen, poetek, polityków itp. Te istoty mi od razu w trakcie pierwszej nocy, kiedy za mną dosłownie przyszły i stworzyły wokół mnie krąg nadludzko pięknych lśniących postaci z boskimi wyrazami w twarzy, pokazały mi szczegółową mapę energetyczną całej Japonii i pośrednictwem obrazów zapoznały mnie z szeregiem przyszłych wydarzeń, dotyczących terytorium, które zostało im powierzone. Powiadomiły mnie także o swych konkretnych obawach, dotyczących pewnych zjawisk socjologicznych przebiegających w Japonii i pokazały mi, jak stan świadomości Japończyków koresponduje z różnymi procesami przyrodniczymi, które pozornie nie mają z tym związku, jak na przykład wybuchy wulkanów, fale tsunami itp. Była to jedna z sytuacji, kiedy zrozumiałem, jak "strażnicy" niezmiernie kochają im powierzone terytoria. Strażnicy Japonii spotkali się ze mną w późniejszym okresie jeszcze mnóstwo razy. Pokazali mi, w którym miejscu w Japonii znajdują się najmocniejsze ogniska energetyczne, z których można czerpać leczniczą i transformującą energię. Wytłumaczyli mi, że dany teren, który chronią i bardzo intensywnie obserwują jego rozwój, im "powierza wyższa moc kosmiczna" - i to właśnie na podstawie siły i czystości ich związku, który powstał w trakcie jednego, albo większej ilości żywotów ludzkich na tym właśnie terenie.

Swych mocnych strażników ma oczywiście także terytorium każdego kraju europejskiego. Oprócz tego istnieją także specjalni strażnicy zon siły, które mamy w Europie - jak na przykład Stonehenge, Untersberg, pasmo górskie Biokovo, Pirin, Paława, Blanik i mnóstwo innych. W trakcie poprzednich kilku lat i przede wszystkim w trakcie poprzedniego roku mnie strażnicy kilku krajów europejskich, tak samo jak i również strażnicy praktycznie wszystkich zon siły w Europie, w których pracowałem samodzielnie albo razem z szamanem południowoamerykańskim, bardzo pilnie prosili, żebym "przekazał wiadomość" dotyczącą wznowienia świętych zagajników i menhirów w Europie. Europa zgodnie z opinią tych strażników, znajduje się w chwili obecnej w kluczowym stadium swojego rozwoju. Strażnicy opisują Europę przyszłości jak "fortecę światła". Ich zdaniem Europa odegra całkowicie kluczową role w "ocaleniu i wyzwoleniu" całej planety Ziemi. Żadne inne terytorium nie będzie zgodnie z opinią strażników zdolne udostępnić całej Ziemi przejście do nowego stadia rozwoju. Jednak w celu tego, aby Europa była w stanie tego dokonać, potrzebuje pozyskać ogromną siłę. Bez wznowienia menhirów, kamiennych kręgów siły i świętych gajów nie będą mieć obywatele kontynentu europejskiego potrzebną siłę ani ochronę konieczną do tego, żeby byli w stanie spełnić ogromne dziejowe zadanie, które czeka na nich. Pośrednictwem wzniesionych menhirów i przez pole energetyczne spowodowane obecnością świętych gajów, będą wyższe światy w stanie zaopatrywać Europejczyków w czyste i życiodajne energie, które bardzo ułatwią ich życie i poprawią jego jakość.

Europejczycy często zapominają o tym, że Europa jest rzeczywiście jedynym miejscem na planecie Ziemi, w którym w dziedzinie zachowań ludzkich naprawdę wygrywają energetyczne wzorce duszy nad energetycznymi wzorcami zwierzęcia. Taka jest prawda - i ma to szereg powodów. Europa przeszła przez bardzo trudne etapy rozwoju historycznego i jej pola energetyczne zassały do siebie bardzo pożyteczne doświadczenia. Z tego powodu mieszkańcy Europy mają ewolucyjną tendencję przejawiać się w większym stopniu jak dusze, aniżeli jak zwierzęta. Na większości pozostałego terenu planety Ziemi jest sytuacja ewidentnie wręcz przeciwna. Jeśli Europa utraci swoje "przywódcze znaczenie" na planecie Ziemi, to przyszłość tej planety będzie bardzo smutna, jeśli w ogóle jakaś będzie. Obie Ameryki, Azja i Arfyka są kontynentami w chwili obecnej całkowicie zatrutymi antyspirytualną postawą wobec istnienia, ta postawa jest zabójcza dla życia na Ziemi. Istoty energetyczne z wyższych dymensji - tak samo jak szamanie indiańscy, z którymi jestem już szereg lat w bardzo bliskim kontakcie - odbierają Ziemię jak jakieś kosmiczne miejsce bitwy, bitwy między siłami, które wzajemnie różnią się postawą do człowieka i samego życia. W kosmosie istnieją siły, które czczą życie jako święte cudowne zjawisko. I są tutaj siły, które starają się życie wykorzystywać życie. Jeden rodzaj sił w kosmosie jest skupiony na służbie innym. Inny rodzaj sił, który jest przez szamanów indiańskich określany słowem "drapieżniki", skupia się na służbie sobie. To są dwa podstawowe sposoby stosunku do życia. Ludność Europy po trudnych przeżyciach historycznych dojrzała do pewnego stopnia dojrzałości, kiedy została wytworzona przestrzeń do funkcjonowania modelu mentalnego typu "służba innym". We wszelkich innych terytoriach na Ziemi jednoznacznie zdecydowanie panuje model "służba sobie". Ponadto poza terenem Europy jest wszędzie panujący drapieżny model ludzkiego funkcjonowania bardzo mocno wzmacniany i na wszelkie możliwe sposoby wspierany. Według delikatno-materialnych istot i szamanów się drapieżne istoty starają za pośrednictwem człowieka całkowicie opanować Ziemię. Starają się człowieka przystosować do swego sposobu myślenia i istnienia. Jeśli się im to uda, to nieodwracalnie nastąpi fuzja, po której przestanie istnieć różnica pomiędzy światem ludzi i światem demonów. Ziemia znajdzie się w takim stanie egzystencji, w którym będzie już tylko źródłem potrawy energetycznej dla miliardów drapieżników i utraci możliwość udzielania rozwoju duchowego.

Owszem, możemy śmiać się z tych informacji przekazywanych nam przez jasnowidzących szamanów i brać pod uwagę jedynie materialne fakty. Tylko, że właśnie te materialne fakty nas dzień po dniu stale bardziej przekonują o tym, że z tą planetą rzeczywiście coś nie jest w porządku. Przyroda znajdująca się poza granicami Europy jest wszędzie w niewyobrażalny sposób i w niebywałej mierze dewastowana. Oczywiście, możemy argumentować tak, że także Europejczycy ponoszą za to pewną część winy i, że także w samej Europie nie jest zawsze przyroda w stosunku wobec człowieka "bezpieczna". Ale prawda jest taka, że różnica w podejściu do życia i jego cenie jest w Europie i w pozostałych częściach świata olbrzymi. Planeta Ziemia jest pokryta cieniutkim welonem żywej materii. Ten welon jest bardzo delikatny i tam, gdzie został spalony i rozszarpany, jest bardzo trudno go wznowić w jego pierwotnej postaci. Życie biologiczne jest czymś w rodzaju cienkiej powłoki na materii planety - i jeśli zostanie zdarty, to człowiek nie ma szans na kontynuowanie życia na planecie. Nikt inny aniżeli tylko Europejczycy nie zachowuje się w chwili obecnej z poszanowaniem wobec planety Ziemi, od której jest zależna nasza egzystencja. Tą prawdę musimy sobie uświadomić. Życie na Ziemi nie może być kierowane drapieżnymi prawami, które powodują wyzysk i śmierć. Nie może być kierowane przez amerykańsko-azjatycką chęć uzyskania zysku za każdą cenę, ani innymi demonicznie wulgarnymi przejawami drapieżności. Życie na Ziemi musi być przetkane blaskiem ludzkiej duszy i jej naturalnym żądaniem czcić życie i w harmoniczny sposób go dzielić razem z innymi organizmami. Jeżeli życie ludzkiej istoty na planecie Ziemi ma mieć sens, musi każdy człowiek mieć prawo przede wszystkim na czyste środowisko naturalne, na możliwość przebywać w pierwotnej niezniszczonej przyrodzie albo przynajmniej odwiedzać tą przyrodę kiedykolwiek tego potrzebuje, żeby naczerpał w niej siłę. Rozprzestrzeniająca się "azjatycka" ideologia zysku za każdą cenę - i to dosłownie - jest wobec Ziemi i jej żywej powłoki całkowicie wroga i my nie mamy prawo pozwolić na to, żeby ta ideologia rozprzestrzeniła się po Ziemi. Chiny - intensywnie wspierane przez mocną tajną globalną finansowo-ekonomiczną mafię - kupują ogromne połacie ziemi wszędzie w Afryce i Południowej Ameryce. Te tereny są następnie zamieniane w martwe śmietniki, w zatrute strefy, w których życie zostało zgwałcone i wyniszczone. Woda jest zanieczyszczona, napełniona truciznami i jej źródła są zniszczone z powodu wycięcia lasów albo brutalną grabież surowców naturalnych. A społeczeństwo, które tę formę zabijania planety Ziemi umożliwia i powoduje, nie wytwarza żadne wartości duchowe. Nie wytwarza w ogóle nic - za wyjątkiem olbrzymiej góry plastykowego odpadu i przedmiotów, które w dalszym ciągu człowieka tylko ujarzmiają i niszczą jego myśl. Bezsensowne przedmioty, które są produkowane w niesamowitych ilościach zatruwają nasze mieszkania, wydzielają się z nich trujące molekuły, które niszczą nasze mózgi, powodują w nas raka i likwidują nasze komórki. Jako Europejczycy nie mamy prawa oddać planetę Ziemię "aziatom" - czyli w rzeczywistości globalnej mafii służącej bezdusznemu złu - i to nie po to, że jest to korzystne dla nas, ale z powodu tego, że jest to konieczne dla przetrwania tej planety.

"Istoty świetlne" twierdzą, że Europa musi jak najwcześniej zrozumieć jaka jest jej historyczna rola i musi się zatem dosłownie zmienić w to, co jest tymi istotami nazywane "twierdza światła" na Ziemi. Pierwszym i najważniejszym zadaniem Europy jest nie pozwolić, żeby została ona zatruta azjatycko-amerykańskim sposobem myślenia - czyli wstrętną i chorą ideologią, twierdzącą, że osobisty zysk jest ważniejszy aniżeli życie - niż cud życia sam w sobie. Dusza człowieka jest w zasadzie niezmiernie dobra i łaskawa. Zawsze bardziej ją ucieszy jej pomoc komuś innemu, niż jakikolwiek "osobisty zysk". Jest ważne, żeby ta filozofia zaczęła być w Europie rozumiana jako podstawa humanizmu i jako jedyna możliwa norma. Filozofię drapieżnego gromadzenia osobistych finansowych i innych przywilejów, która stała się całkowicie normalną w całej obecnej Azji, trzeba odbierać jak chorobę - w żadnym wypadku nie jak jakiś wzór. Jest konieczne, aby z Europy brzmiał bezustannie na całą planetę donośny głos, który będzie ciągle powtarzał: jesteście chorzy, musicie się uzdrowić! Dzięki temu wszyscy mieszkańcy planety Ziemi dostaną szansę przekonać się, że stan, w którym "żyją", nie jest normą, ale czymś obłudnym. Europa nie śmie pozwolić na to, żeby została "rozrzedzona" przez masy przybyszy pochodzących z terenów, które są zatrute drapieżnym sposobem myślenia. Są przeprowadzane rzeczywiście demoniczne próby rozbić wszelkie rozwinięte pola energetyczne w Europie, które były budowane na przestrzeni całych wieków i kosztem ogromnych ofiar - i to właśnie pośrednictwem powolnego rozrzedzania europejskiej ludności przybyszami z innych krańców Ziemi, w których są normalne naprawdę drapieżne i nieprzyjazne dla życia strategie istnienia. Jako Europejczycy nie mamy prawa takie rzeczy popierać i nie mamy prawa z tym - dopóki jest jeszcze czas - nie walczyć. Chodzi bowiem o samo przeżycie europejskiego etnikum i kultury, bez której planeta Ziemia stanie się tylko szybko umierającym światem nieczułych małp.

Jeśli chcemy naprawdę pomóc planecie Ziemi i wszystkim jej mieszkańcom, to w pierwszej kolejności musimy bardzo mocno wesprzeć Europę i chronić ją. Europejczycy czasami w błogiej nadziei kładą sobie obcych za wzór - jako przykład podam "indyjską duchowość". A przecież każdy zakątek w dowolnym miejscu Europy zawiera w sobie tysiąc razy więcej "duchowości", niż całe obecne Indie razem wzięte. Najmocniejszymi indyjskimi bogami w obecnym czasie jest telewizor plazmowy i lodówka. Wszyscy indyjscy "guru" zostali niestety zdemaskowani jako chciwi i bezwzględni oszuści - jako oszustwa zostały również zdemaskowane wszystkie ich tak zwanie mistyczne "materializacje przedmiotów i święte vibhuti". Cały teren Indii jest zatruty truciznami, przyroda jest w całych Indiach totalnie zlikwidowana i jej obywatele znajdują się w stanie totalnego zaprzeczenia ludzkiego ducha i jego pozytywnych cech i właściwości. W pozostałych azjatyckich krajach jest sytuacja na ogół jeszcze gorsza - ludzie są fizycznie i przede wszystkim psychicznie ciemiężeni przez dla życia całkowicie wrogie ideologie, mają zerowe zainteresowanie o to, jeśli życie przetrwa na Ziemi a ich myślenie nie wychodzi poza nędzne starania jakkolwiek - nieważne na czyją szkodę - choćby przez chwilę ucieszyć swe ciało. Dla obywateli Europy jest kluczowe powrócić do głębokiej spirytualizmowi swoich przodków - dawnych Słowian, druidów, Germanów. Ta spirytualizm została przed nami celowo ukryta. Została przedstawiona jako przeciwieństwo do chrześcijaństwa, ale w rzeczywistości jest przeciwieństwem do ideologii kościelnej, która nadużyła naukę Chrystusa, ale na pewno nie jest przeciwieństwem do tej nauki. Chrystus, który był mocno jasnowidzącym człowiekiem bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z tego, w jaki sposób żyją i funkcjonują różne ludzkie społeczności na Ziemi. Kiedy wysyłał w różne miejsca swych uczniów, to zawsze im uprzytamniał, że nie muszą chodzić do "pogan", dlatego, że ci "nie są obarczeni grzechem". Za "pogan" w owym czasie Rzymianie uważali narody europejskie, które nie udało im się podbić - Celtów, Germanów i Słowian. Chrystus te narody bardzo dobrze rozumiał i rozumiał także, że nie są obciążeni "smoczym myśleniem", które całkowicie zatruło umysły Żydów i Rzymian. Uświadamiał sobie, że tym narodom nie musi pomagać ani je oczyszczać, dlatego że ich spirytualizm jest na bardzo wysokim poziomie i są już od dawnego czasu w bezpośrednim kontakcie z Boskim Źródłem. Dawni Słowianie nazywali centralną boską świadomość słowem "Jarilo" - Światło. Rozumieli go jako źródło wszystkiego. Starosłowiańscy wołchowie byli z Chrystusem w bliskim kontakcie duchowym, tak samo jak druidowie celtyccy. Niestety diabelskie siły, starające się kontrolować i opanować planetę Ziemię, zatroszczyły się o to, żeby wiara wymyślana w Rzymie, która była właściwie przeciwieństwem do filozofii Chrystusa, w przymusowy sposób opanowała w trakcie następnych wieków całą Europę i tym samym ją sparaliżowała.

Na terenie obecnej Republiki Czeskiej zostały ostatnie święte zagajniki spalone na początku 12. wieku. Terytorium utraciło swoją ochronę, zaczęły rozprzestrzeniać się choroby i wystąpiło mnóstwo nieznanych do tych czas epidemii. Święte gaje istniały na terenie Czech już w czasach Boiohaema, kiedy ten teren był zarządzany potężnym plemieniem celtyckich Bojów. Bojowie mieli bardzo mocnych druidów - jasnowidzących "pracowników energetycznych", którzy na terenie obecnych Czech i Moraw zasiedlili w zasadzie wszystkie kluczowe miejsca siły. Bez przesady można powiedzieć, że za pośrednictwem manipulacji energetycznej kierowali z tych miejsc terenem całej Europy i chronili ją wobec przenikania demonicznych istot ze światów paralelnych. Bojowie byli duchownymi panownikami Europy. Dokonywali długie wyprawy na wszystkie strony - na północ do Skandynawii, na południe aż do Małej Azji. Ich sposób życia w krainie był odmienny od sposobu życia obecnych ludzi - częstokroć przemieszczali się w dużych grupach i to także na odległości setek i tysięcy kilometrów. Ich sposób życia był bardzo podobny do sposobu życia dawnych Słowian, którzy zazwyczaj na olbrzymim terenie przemieszczali się także tym sposobem "skoków". Z tego powodu Rzymianie określali Słowian jako "ludzi ptaków", mieli przy tym na względzie podobieństwo pomiędzy migracją ptaków i przemieszczaniem się naszych przodków tam i z powrotem przez duże powierzchnie kontynentu. Nie był to jednak koczowniczy sposób życia - było to coś innego. Nasi przodkowie się przemieszczali po energetycznej sieci planety i zawsze się za pośrednictwem tych najwrażliwszych z nich - profesjonalistów, którzy byli nazywani wołchwami, połączyli z konkretnym ogniskiem siły. To następnie stało się najważniejszą rzeczą w ich życiu. Mogli przeżyć przez kilka generacji na jednym terenie i potem się ponownie przemieścili na pierwotne miejsce, z którego wyruszyli. Miało to związek z bliską komunikacją z krainą i z jej potrzebami. Nie chcieli zbytnio wykorzystywać ziemię pośrednictwem zbyt intensywnej orby i udzielali jej dostatecznie długi czas na naturalną odnowę. Słowianie w rzeczywistości byli obecni na terenie Europy już dużo wcześniej, niż jak dziś sądzimy. Rzymianie określali naszych przodków słowem Venedi i stosowali dla ich nazywania także inne imiona. Dzięki swojemu sposobu życia i dzięki całkowicie łagodnemu wykorzystywaniu krainy, które obejmowały także regularne długie wędrówki, praktycznie nie doszło do żadnych konfliktów pomiędzy naszymi starosłowiańskimi przodkami i celtyckimi Bojami. Podejście obu etnik do rzeczywistości było głęboko spirytualne i starosłowiańscy wołchwowie byli z celtyckimi druidami "jedna ręka". Jak Bojowie, tak i również dawni Słowianie, bardzo dobrze zdawali sobie sprawę z tego, że ludzka dusza przechodzi przez inkarnację w trakcie dużej ilości żyć. Ich sposób mapowania rzeczywistości przez doświadczenia jasnowidzących osób, był taki sam.

Świętymi gajami były miejsca, które zawsze musiały zostać energetycznie czystymi. Nigdy nie śmiało tutaj dojść na przykład do rozlewu krwi. Nasi przodkowie bardzo dobrze wiedzieli, że z rozlewu krwi mogą czerpać siłę życiową drapieżne delikatno-materialne istoty, które przedostają się tutaj z innych dymensji. Świątynie dawnych Słowian były zatem w bezpośrednim przeciwieństwie do przykładowo świątyń żydowskich, które były regularnie smarowane krwią albo nawet bezpośrednio w nich, zgodnie z rozkazami ich "boga" zwierzęta zabijali i pozostawiali wykrwawić. Dużo społeczeństw na Ziemi nie było w stanie skutecznie się przeciwstawić wpływowi demonicznych sił pochodzących z niższych dymensji - nie byli to tylko Żydzi, ale ogólnie wszyscy, którzy z powodu oddziaływania delikatno-materialnych pasożytów "poświęcili" żywe istoty - nie ważne czy ludzkie albo zwierzęce. Z krwi bowiem wydziela się delikatna astralna substancja, która jest dla potworów z dolnych światów tym najbardziej smakowitym pożywieniem. Niektóre społeczeństwa - starotestamentowi Żydzi albo Majowie - zostały dosłownie zniewolone przez istoty z niższych dymensji. Księża żydowscy jak pośrednicy pomiędzy ludźmi i "piekłami" niższych dymensji nawet otrzymywali od swego "boga Żydów" przerażająco konkretne instrukcje - ile zwierząt muszą zabić i ile krwi muszą użyć, żeby mogli nią posmarować Świątynię Salomona w celu zaspokojenia "boga" i tym podobnie. Święte gaje zatem przedstawiały "zony totalnej czystości energetycznej" w krainie. Do świętych gajów przychodzili ludzie po to, aby się uzdrowili i również przychodzili tutaj ludzie, którzy chcieli w świętym gaju umrzeć - w tych czystych zonach było oddzielanie się od ciała bezbolesne i proste. Święte gaje były właściwie bramami pomiędzy materialnym światem i wyższą kosmiczną rzeczywistością. Jeżeli człowiek chciał rozwiązać jakiś problem, to udał się do świętego gaja i tutaj uzyskał odpowiedzi na swe pytania. Mogło tutaj także zostać rozwiązane nieporozumienie pomiędzy dwoma czy też większą ilością ludzi - często w świętym gaju znajdowało się miejsce, które było nazywane słowem PRAW – z tąd pojęcie "prawo" i "prawda". W tym miejscu ludzie dokonywali ważnych decyzji, to miejsce odwiedzał także "knieże" - przywódca plemienia. Starosłowiańskie społeczności zdecydowanie nie były feudalne, przeciwnie funkcjonowały na bardzo demokratycznych zasadach. Wybierani wodzowie zdecydowanie nie mieli nieograniczonej władzy, byli to w zasadzie koordynatorzy, którzy nie uważali samych siebie za żadnych "panowników". Określenie władca jest określeniem drapieżnym i istniał zawsze tylko we społecznościach kontrolowanych przez drapieżną energię. Im większą moc ma konkretny człowiek, tym słabsza jest w rzeczywistości dana społeczność i tym łatwiej można ją kontrolować siłami pochodzącymi z niższych dymensji - taka reguła panuje zawsze, w każdej epoce i w każdym kraju, albo społeczeństwie, czy też grupie ludzi. Jeśli każdy członek społeczeństwa dysponuje mocą, to cała społeczność funkcjonuje jak swego rodzaju mózg tworzony współdziałającymi komórkami neuronowymi. Jeden "władca" rządzący stadem ludzi nie posiadających żadne prawa - zatem drapieżny model zawsze wspierany przez demoniczne siły na Ziemi - jest niczym jedyna osamotniona komórka neuronowa, otoczona martwą tkanką.

Nasi przodkowie - bez znaczenia czy dawni Słowianie czy Celtowie - uważali za bardzo mocne drzewo przede wszystkim dąb. Wiedzieli, że dąb promieniuje z siebie mocną leczniczą jak i również płodną siłę, którą ładuje wszystko dookoła. Uważali dąb za "światowe drzewo". Święty był także robak rogacz, którego larwy żyją i rozwijają się w pniach dębowych. W Polsce indykuje miejsca dawnych świętych gajów częsta lokalna nazwa miejsca albo wsi "Święty Dąb". Czczone były także inne drzewa - ulubiona była także Sosna. Nasi przodkowie wiedzieli, że te cudowne drzewa wydzielają lecznicze i życiodajne energie. W Czechach można znaleźć szereg miejsc, po dziś dzień nazywanych "Swatobor" - na Szumawie, w dorzeczu rzeki Ochrze i w innych miejscach. Sosna była ulubionym drzewem siły głównie na terenie południowych i zachodnich Czech. Istnienie świętych gajów na naszym terenie jest powodem także częstego używania czeskiego nazwiska "Hajek". Tzw. chajci byli w przeciągu wielu generacji profesjonalnymi strażnikami świętych gajów. Jak podaje znany kronikarz Kosmas, na naszym terenie doszło do barbarzyńskiego zniszczenia licznych świętych gajów przede wszystkim za panowania księcia Brzetislawa II. Ten panownik i nie ważne jaka była jego osobista motywacja, odegrał rolę prawdziwej kukiełki będącej w mocy demonicznych sił i, jak pisze kronika, "rozkazał wyciąć i spalić święte gaje w licznych miejscach". W tym czasie - zatem około roku 1100 - jest na terenie Czech zakazywane "czczenie drzew". Nasi przodkowie w doskonały sposób zdawali sobie sprawę, co jest naprawdę święte - źródła, jako miejsca pozyskiwania czystej wody, drzewa, które leczą... Zatem czcili źródła życia. Jednak nie liczyli się z tym, że na nasz teren zdradziecko wtargnie, pod płaszczykiem "nowej wiary", demoniczna ideologia, która żąda cierpienie, bezmyślne niewolnictwo, posłuszeństwo i negowanie życia. Wola ludzi do czystości w przejawach i postępowaniu musiała być złamana - i dla tego musiały także być zniszczone miejsca, gdzie ludzie od wieków czerpali siłę i czyścili swe dusze. Nie na wszystkich terenach zamieszkałych przez Słowian się jednak udało zniszczyć święte gaje - na terenach zamieszkałych przez Rusów istniały święte gaje jeszcze nawet w 19. wieku! Były nazywane Bożelesje i ludzie przychodzili do nich w celu pozbycia się choroby i wzmocnienia siebie.

Jeśli chcemy zrozumieć prawdziwe znaczenie świętych gajów, to musimy się w myślach przynajmniej trochę zbliżyć do spirytualizmowi naszych przodków. Obiektywnie - względem na wyniki analiz genetycznych naszego DNA - możemy za swych bezpośrednich przodków uważać oczywiście nie tylko dawnych Słowian, ale również Bojów i ogólnie Celtów i również Germanów. Każda z pośród tych trzech społeczności dysponowała bardzo mocną i czystą spirytualnością - a przede wszystkim te pierwsze dwie wymienione. Dzięki klasycznym historykom znamy przede wszystkim celtyckich druidów. Rzymscy historycy je nazywali "niebywale wykształconymi filozofami" i podziwiali ich jako "najbardziej sprawiedliwych z pośród ludzi". Opisywali ich dosłownie jak jakichś nadludzi, przemieszczających lasy Europy w białych tunikach. Druidowie nigdy nie nosili przy sobie broń - nie potrzebowali jej. Najmocniejszą bronią była siła ich myśli. Jeśli było to konieczne, to stosowali swoją siłę umysłową - i to zgodnie z historycznymi zapiskami także w celu natychmiastowego zakończenia wojny. Rzymscy historycy twierdzili, że jeśli ci ludzie chcieli, to w głębokim spokoju weszli we swych białych tunikach na pole bitwy i walka natychmiastowo ustała. Druidami byli jak mężczyźni, tak i również kobiety. O druidkach nie mamy zbyt wiele informacji, dlatego, że mnisi chrześcijańscy służący ideologii, która gardziła kobietami naumyślnie niszczyli wszelkie wzmianki o nich. Nie potrafili pogodzić się z faktem, że "mniej wartościowa istota" - czyli kobieta - może pełnić jednakową spirytualną funkcję jako "władca stworzenia" czyli mężczyzna i dysponować jednakowymi siłami duchowymi. Rzymski historyk Strabon pisał, że druidowie "zrozumieli zasadę boskości". Nawet twierdził, że ci godni podziwu ludzie ze sobą "rozmawiają językiem bogów" - nie zwykłymi słowami. Jest bardzo prawdopodobne, że chodziło mu o telepatię. Druidowie bowiem stwarzali społeczeństwo daleko przekraczające poszczególne tereny plemienne. Kształcenie druida była bardzo wymagające i w licznych aspektach przypominało studia szamańskie. Kształcenie było rozpoczynane już w dzieciństwie i trwało- jak napisał Caesar - przynajmniej 20 lat. Druidowie gardzili pismem jako podupadłym sposobem przekazywania informacji. Podstawą kształcenia był rozwój specjalnych zdolności. Druidowie wybierali tylko odpowiednio uzdolnione dzieci - rozpoznawali je według rodzaju promieniującej z nich energii, my nazwalibyśmy to ich "aurą". Adept musiał opanować całe mnóstwo technik spirytualnych, które bez wątpienia miały ścisły związek z rozwojem podstawowych ośrodków energetycznych naszego delikatno-materialnego ciała - dzięki temu proces kształcenia druidów był bardzo podobny do studiów jogińskich i do metod stosowanych przez szamanów południowoamerykańskich. Zresztą - jeśli wszyscy jesteśmy bez różnicy kultury i rasy tymi samymi duszami, to musimy funkcjonować jak istoty energetyczne w taki sam sposób i także techniki służące do rozwoju zdolności jasnowidzenia i pozostałych naszych zdolności muszą być takie same.

Druidowie dbali o to, żeby ludzie nie zapomnieli o tym najważniejszym - że LUDZKA DUSZA JEST NIEŚMIERTELNA. Rzymscy historycy piszą: "druidowie uważają, że ludzką duszę nie można zniszczyć, tak samo jak kosmos". Wiedza i zdolności tych ludzi całkowicie przekraczała poziom wiedzy i zdolności Rzymian, którzy w porównaniu z nimi byli zupełnymi prymitywami i barbarzyńcami. Bez obaw możemy powiedzieć, że wszelka rzymska filozofia, której od czasów renesansu kłaniamy się jako szczytowi kultury europejskiej, była w porównaniu z wiedzą druidów tylko głupim bełkotaniem nędznych ślepców. Druidowie byli bowiem praktycznie filozofami - i inny aniżeli PRAKTYCZNY filozof, zatem ten, kto czerpie ze swego własnego doświadczenia, nawet nie może być prawdziwym filozofem. Filozof, który nie wychodzi z własnych głębokich przeżyć odnośnie rzeczywistego istnienia i nie umie postrzegać pozazmysłowo i zatem przekonać się o tym, czy to co głosi jest prawdą albo nie, jest zawsze tylko gadaczem, który kombinuje albo powtarza obce poglądy. Druidowie potrafili opuszczać swoje ciało, potrafili leczyć i potrafili bezpiecznie przemierzać - chronieni tylko siłą swej woli - krainę. Kiedy mówimy o druidach, to możemy pomyśleć, że ludzkość i Europa ma swój złoty wiek najwyższego stopnia rozwoju człowieka już dawno za sobą. Wyobraźmy sobie tych całkowicie zdrowych, cudownych mężczyzn i kobiety, jak swobodnie przemieszczają się przez dziewiczą przyrodę. Jeśli napotkają na watahę wilków albo na niedźwiedzia, to tylko przez zwykłe spojrzenie - bez tego aby mieli przy sobie łuk i strzały, włócznię, albo chodziarz zwykły nóż - zwierza "spacyfikują" tak, że biegnie za nimi jako piesek. Komunikują ze sobą telepatycznie bez telefonów komórkowych, jeśli chcą, to wyruszają daleko do otwartego kosmosu w swych delikatno-materialnych formach. Piją krystalicznie czystą wodę i jedzą całkowicie niekontaminowaną żywność. Choroby są im praktycznie nieznane, ich organizmy są doskonałe... Jeśli przyjdzie do nich ktoś z pośród "zwykłej populacji", kto jest ranny, albo zachorował, to położą na niego rękę, która jest mocniejsza niż jakakolwiek nasza sala operacyjna i wszelka farmaceutyka - i człowiek odejdzie zdrowy. Sądzicie, że to fantazja, opis życia na jakiejś rozwiniętej rajskiej planecie, albo wizja odległej i idealnej przyszłości. W rzeczywistości jest to nasza PRZESZŁOŚĆ. Jest to to, co żeśmy mieli i co nam było w okrutny sposób odebrane. Jest to obraz normalnego stanu rzeczy - obraz tego, jak możemy funkcjonować na tej planecie. Demoniczne siły zrobiły wszystko po temu, żebyśmy zapomnieli o sobie samych - na to, kim jesteśmy. Dlatego na nas opis naszej własnej europejskiej przeszłości oddziałuje jako coś w co trudno uwierzyć. Ludzie w swej kolektywnej świadomości ale ciągle mają to uczucie "utraconego raju". W chwili obecnej snujemy opowieści o "Atlantydzie". Nasi celtyccy przodkowie byli bardziej rozwinięci niż "Atlantyjczycy", z którymi pragniemy się zapoznać. Prawdopodobnie wyruszyli w tym najwłaściwszym ewolucyjnym kierunku - zdecydowali się rozwijać wewnętrzne zdolności zamiast konstruowania zewnętrznej techniki i mechanizmów. Zrozumieli, że energia, którą człowiek dysponuje potrafi urzeczywistnić o wiele więcej rzeczy, niż jakakolwiek zewnętrzna technika. Poznali olbrzymią potęgę ludzkiej świadomości, która przezwycięża jakąkolwiek technikę.

Celtowie tak samo jak dawni Słowianie zawsze wyszukiwali w krainie energetycznie znaczące miejsca. Na tych miejscach skupiali się na drzewach i skałach, pełniących rolę naturalnych odbiorników i nadajników energii. Tam gdzie uważali to za odpowiednie, tam posadzili bezpośrednio w miejscach siły specjalne rodzaje drzew - dęby, sosny, lipy i inne. Drzewa siły nie były jednak zawsze sadzone. Druidzi i wołchwowie słowiańscy skupiali się na miejscach siły albo poza nimi na pewnej części pierwotnej puszczy i wybrali tą część do tego, aby służyła jak ich święty gaj. Druidzi się tradycyjnie spotykali zawsze w dębowych gajach. Jest ciekawe, w jak bardzo dużym stopniu słowo druid jest podobne do celtyckiego określenia dębu - DRUIS. Dębowe gaje były wtedy nazywane drunementon - co dosłownie oznacza "dębowa świątynia". Celtowie zatem nie potrzebowali budować coś tak zbędnego, jak świątynie. Świątynie, w których przebywa absolut, potrafili znaleźć bezpośrednio w przyrodzie. Rzymianie nie cierpieli druidów, chodziarz za razem tajnie ich podziwiali za ich nieziemską odwagę i czystość. Jeszcze bardziej druidów nienawidził kościół, który stworzyli Rzymianie i która w tak nieprzyjemny sposób pod niedokładną nazwą "chrześcijaństwo" zdyskredytowała naukę Chrystusa. Około roku 1000 n.e. druidyzm jako system spirytualny w Europie definitywnie przestał istnieć. Jednak jeszcze o wiele później zdziwieni chrześcijanie - niewolnicy chrześcijańskiego duchowieństwa i feudałów - czas od czasu napotykali w głębokich lasach "czarodziejskich dziadów" albo "rusałki" w białych płaszczach... Jest bardzo prawdopodobne, że niektóre społeczeństwa druidów przeżyły najazd chrześcijaństwa na Europę i odeszły w odległe miejsca znajdujące się w górach i lasach, tam dokąd ludzie zazwyczaj nie przychodzili. Druidowie jednak dzięki swej zdolności kiedykolwiek opuścić ciało fizyczne nie byli aż tak bardzo zainteresowani kontynuowaniem materialnego życia na Ziemi i jest możliwe, że w licznych wypadkach woleli zbiorowo odejść z dla nich "nieodpowiedniego świata", który tak bardzo obniżył swoje wibracje, że stał się dla nich nieprzyjemny. Kraina, w której wcześniej żyli, zaczęła się wypełniać ciężkimi i ciemnymi formami myślowymi strachu z kary, wiecznego zatracenia itp. Nowa ideologia, która rozprzestrzeniła się na terenie Europy miała bowiem ludzi przekonać do jak największej produkcji energii strachu, żeby mogła przedstawiać pożywienie dla drapieżnych istot z niskich dymensji. Wrażliwa istota intensywnie odczuwa taką zmianę i w podobny sposób zatrutą przestrzeń, teraz w dużym stopniu wykorzystywaną przez stworzenia demoniczne, woli opuścić. Możemy oczywiście zapytać się dlaczego druidowie nie zatrzymali proces rozprzestrzeniania się chrześcijan. Jest to proste – nie chcieli ludzi przymusowo przekonywać o swoim pojęciu pojmowania świata i społeczeństwa. Dlatego się wycofali, żeby ludzie mogli absolwować doświadczenia, których pragnęli - doświadczenia przemocy, ciemiężenia, doświadczenia zaprzeczania prawdy i gloryfikacji kłamstwa.

Drzewo było dla Celtów i dawnych Słowian nie tylko anteną przechwytującą energię, było dla nich także żywą istotą, z którą można komunikować. I było dla nich także głębokim doświadczeniem Życia w samej swej podstawie. Jest ciekawe, że prawie w każdej kulturze na świecie znajdziemy drzewo niczym najstarszy symbol Życia albo Kosmosu. Za najświętsze drzewa uważali druidowie dąb, jesion, orzech laskowy, buk, brzozę, jabłoń, brzost, cis, sosnę, jawor i lipę. Człowiek jednak mógł osiągnąć głębokie spirytualne połączenie w zasadzie z jakimkolwiek drzewem, na które się skupił i z którym odczuł uczucie "jedności". Jeśli chcecie pomóc sobie, swojemu kraju i Europie poprzez wznowienie świętych gajów, to róbcie tak samo jak wasi przodkowie. Znajdźcie gdzieś w krainie w pobliżu waszego domu - albo tam, gdzie chcecie, gdzie potraficie w prosty sposób dotrzeć - drzewo albo grupę drzew i zdecydujcie się, że TO to będzie wasz święty gaj. To miejsce wybierzcie tak, że wam go znajdzie tak jakby wasze serce. Drzewa nie powinny być ranne ani chore. Odwiedzajcie to miejsce tak często, jak będziecie chcieć. Ważne jest wytworzyć z tym miejscem mocny osobisty kontakt. Obejmujcie swoje drzewa, rozmawiajcie z nimi, głaskajcie je - odbierajcie je jak żywe istoty, które czują. Możecie w pobliżu tych drzew, albo w glinie obok nich pozostawić kamyk, który przedtem trzymaliście w ręku, możecie na gałęziach zostawić kostkę cukru, którą przedtem przycisnęliście do swego nagiego ciała, możecie drzewa "podlać" małą ilością wody, którą przynieśliście ze sobą, albo nawet odrobiną czerwonego wina, które trzymaliście w dłoniach z uczuciem silnej miłości wobec tych drzew albo konkretnemu jednemu drzewu. Możecie nadać imiona drzewom znajdującym się we świętym gaju - być może same szepną do was swoje imiona. Aż nawiążecie głębokie i czułe relacje z tym miejscem (do tego może wystarczyć jedyna wizyta, albo może być konieczny także dłuższy czas), stanie się dla was świętym. Zacznie wam zwracać - i to tysiąckrotnie - wasze zainteresowanie i troskę. Przychodźcie w to miejsce - do swego świętego gaja - kiedykolwiek będzie wam to potrzebne i będziecie potrzebować coś sami sobie wytłumaczyć, coś rozwiązać, albo przezwyciężyć. Z podziwem stwierdzicie, że drzewa jakby same wysyłają do was "te właściwe" myśli i że nawet te sytuacje i problemy, których pozornie nie można rozwiązać zostaną w tym magicznym miejscu w niebywale prosty sposób rozwiązane. W tym miejscu można w każdej chwili pozwolić leczniczej i życiodajnej energii przenikać przez siebie - zwolni to wasz proces starzenia się i po każdej następnej wizycie waszego świętego gaja poczujecie duży przypływ nowych sił życiowych.

Jeśli jest to możliwe, to wszelkimi możliwymi sposobami chrońcie swoje drzewa siły - chrońcie swój święty gaj. Idealnym sposobem obrony jest zakupienie działki, na której znajduje się wasz święty gaj. Jeśli nie jest to możliwe, chrońcie swoje drzewa przynajmniej w myślach. Możecie wokół swojego świętego gaja stworzyć ochronny magiczny krąg z gałęzi a jeszcze lepiej z kamieni (nie muszą być duże, ani rzucające się w oczy). Swój święty gaj możecie dzielić z kimkolwiek, jeśli uznacie, że jest to odpowiednie. Ten człowiek ale zawsze musi przychodzić w to miejsce z głębokim poszanowaniem i respektem. Jest wskazane, żebyście po każdej wizycie w swym świętym gaju pozostawili w pobliżu swych drzew mały "podarunek" - kamyk, kostkę cukru, kilka kropli wody albo wina. Oczywiście tym najcenniejszym darem jest wasza miłość wobec świętego gaja. Kiedy podchodzicie do swych drzew, to powinniście się z nimi przywitać - oczywiście wystarczy w myślach. W trakcie tego możecie unieść swoje dłonie albo ręce w górę. Następnie jest odpowiednie przynajmniej jedno drzewo objąć. W świętym gaju możecie poprosić o pomoc - jakąkolwiek - również duchy dawnych druidów albo słowiańskich wiedźm i wołchwów. W tej specjalnej przestrzeni energetycznej połączycie się z nimi w dużo prostszy sposób i te mocne delikatno-materialne istoty - z których liczni funkcjonują jak strażnicy różnych terenów europejskich - z przyjemnością wam pomogą. W świętym gaju możecie medytować - jeśli chcecie, możecie użyć dowolne medytacje z naszych kolekcji - mogą to być medytacje lecznicze, albo te, które są przeznaczone do rozwoju specjalnych umiejętności. Medytacje, które wytwarzam, są w prawdzie zainspirowane technikami indiańskimi - i to z tego powodu, że w indiańskim środowisku absolwowałem swoje szkolenie - ale w rzeczywistości są techniki użyte w tych medytacjach całkowicie transkulturowe i możemy je znaleźć jak w jodze, tak i również w licznych innych systemach używanych na całej naszej planecie. Osobiście wierzę, że szkolenie druidów i wołchwów przebiegało w bardzo podobny sposób, jak szkolenie szamańskie, które miałem możliwość absolwować. Także możecie w specjalny sposób pracować ze swoimi drzewami - można się tego nauczyć na seminariach, które przeprowadzamy.

Życzę wam dużo pięknych przeżyć spirytualnych w roku 2013 i możliwie jak najlepsze zdrowie

Nadyktowane dnia 17.1. 2013